Hajnówka - Niezależny Portal Internetowy

Wiktor, Nikifor i Renia

Kultura i sztuka / Cos dla duszy
Data: 15 Lis 2004 - 20:45
Opowiadanie Mirosławy Łukszy (pisarki białoruskiej) w tłumaczeniu Marii Bołtromiuk

Nikifor już dawno nie śpiewał. Leciwy, z przerzedzonymi piórami, był, jak gdyby, na rencie u babci Reni. Utrzymywała go tak jak i kundla, który i starzejąc się wyglądał na szczenię — kłapouchy, zadziorny „wielorasowiec” z pierzastym, bujnym ogonem, jakby doczepionym do drobnego tułowia na krótkich jamnikowatych nóżkach. I przywiązała się do obu, tak jak tylko samotni ludzie potrafią przywiązać się do zwierząt. Nikifor i Wiktor byli jej rodziną , przyjaciółmi. Wiktor wyciągał babcię Renię na spacer rano i wieczorem. Gdyby nie o­n całkiem by się zasiedziała przed telewizorem albo w kościele.
Wiktor zuchwale, choć jakby z zadyszką, od czasu do czasu poszczekiwał — pilnował, żeby nikt nie skrzywdził gospodyni i żeby nikt obcy nie wszedł do domu. A Nikifor milcząc dziobał konar, siedział w klatce, zdawało by się, całkiem obojętnie.
Oniemiał Wiktor, ujrzawszy na podłodze Nikifora. Zaskoczony przysiadł i zaskowyczał. Nikifor zaś nastroszył wyblakłe żółte pióra, podskoczył wojowniczo do psa, nadął się i przeraźliwie zaskrzeczał. A później z jego wyschniętego ze strachu dziobka popłynęła pieśń — pochwała wolności, odwagi, życia. Wiktor to pojął i spoglądając na otwartą klatkę starego kanarka, zawył razem z ptaszkiem rozpaczliwie, żałośnie.
Uczestniczył Wiktor w pogrzebie starego Nikifora. Z salwą honorową — trzaskiem zapalniczki babci Reni, gdy pod koniec smutnej ceremonii przypaliła papierosa, przykucnąwszy nad malutką mogiłą kanarka w łysym lasku za blokowiskiem. Włożyła martwego ptaszka do pudełka po bucikach dziecięcych, które znalazła w śmietniku za supermarketem, w kawałek jedwabiu w maki, z którego w młodości uszyła sobie sukienkę, owinęła chude wiotkie ciałko, wypłowiałe jak piasek. I osypała nieboszczyka płatkami georginii, kwitnącej w ogródku przed blokiem.
Obok mogiłki przechodzili codziennie, wyprowadzając siebie nawzajem na spacer, babcia Renia i piesek. A czasami Wiktor chodził sam. Kopczyk był już zadeptany, ale o­n swoim wrażliwym węchem wyczuwał, gdzie leży Nikifor. Widział go w swej krótkiej pamięci, skrzeczącego na podłodze, nie przymierzając, jak te wrony na śmietniku. Nie wypadało psu rozgrzebywać mogiłki, ale jakoś do tego doszło. Gnany instynktem myśliwskich przodków rozkopał Wiktor to miejsce. Ale czemuś nie było tam Nikifora... Nawet pudełka, w którym go pochowano.
Od okropnego odoru benzyny, smaru i brudu Wiktor aż się zatoczył i pobiegł do domu. Tym razem chętnie wlazł do wanny, gdzie go wyszorowała i wymyła szarym mydłem babcia Renia. Jeszcze i sam skrobał się łapą, drapał po grzbiecie, wycierał się w dywan. Chciał jeszcze wleźć do wanny, do gospodyni, która teraz pluskała się tam, myjąc swoje chude, żylaste ciało, po szyję w pianie.
Ta piana, ostro pachnąca różą, najbardziej zohydziła psa – umoczył tylko łapę, otrząsnął i poszedł do swego kosza. We śnie prężyły mu się łapy, stroszyły czujnie uszy, drgała skóra na całym ciele — śnił o polowaniu. Nie na wydeptanym podwórku przed blokiem, a wśród zarośli, które ocierały się listowiem o jego grzbiet, w chłodnym cieniu drzew. Łapy niosły go niby w locie nad sprężystą ziemią. A wokół latały żółte Nikifory i śpiewały o wolności. 
                                                                      Mirosława Łuksza
                                                                      Przełożyła Maria Bołtromiuk




Artykul ze strony Hajnówka - Niezależny Portal Internetowy
http://gawra.bialowieza.com/

Adres WWW tego artykulu to:
http://gawra.bialowieza.com/modules.php?op=modload&name=News&file=article&sid=165

Fatal error: Call to a member function Execute() on a non-object in /includes/pnSession.php on line 401